-

toscano7

CZAS KONIUNKCJI – Trajan & Hadrian

Major Fiodor Brusnikin, widział w swoim życiu wiele (…) Człowiek czyta sobie gazety, słucha radia, wieczorem ogląda dziennik telewizyjny, a rano idzie do pracy, zaszyfrowuje, rozszyfrowuje i wychodzi mu na to, że w prawdziwym życiu wszystko wygląda całkiem inaczej niż pisze prasa. Fiedia osiągał dzięki swojej pracy niekłamaną satysfakcję. Szedł sobie ulicą, wiedząc że mijają go miliony ślepców, a on, jako jeden z niewielu – widzi. To fantastyczne” (Złoty Eszelon)

 

Mój naród umiera z braku wiedzy” (Libro di Osea)

 

Po pewnych zawirowaniach nadeszły czasy dwóch cesarzy. Trajana i Hadriana. Hurra! Vivat Trajan! Vivat i sukcesor Hadrian! Wywiad wojskowy górą, chciałoby się rzec. A przynajmniej któryś z jego ośrodków inspirująco – decyzyjnych. Zaczerpnijmy pełną piersią głęboki oddech i wznieśmy raz jeszcze gromkie hurra! Oto przyszedł pierwszy przedstawiciel arystokracji z dalszej peryferii wpływów Rzymu i zasiadł na imperialnym stolcu. Prowincjusze górą! Centra decyzyjne, mające realny wpływ na bieg strumienia Historii, wcale nie muszą być umiejscowione na wypolerowanych krużgankach Forum Romanum.

 

Zasuszony, łagodny, przyjaciel wszystkich, prawnik Nerwa musi odejść. Po prostu, musi nagle umrzeć – w dodatku „naturalną śmiercią”. Gwardia w odstawkę. Legia górą. Wojskowi, dyszą żądzą nowych podbojów i zdobyczy. Rozpiera ich generalska energia. Trzeba jeszcze bardziej napełnić osobisty trzosik. Przecież nigdy dosyć złota. Jak to leciało? Kromie nas tolko zwiezdy!

 

Wybrano najlepszego profesjonalistę. Właściwą osobę na te czasy. Człowieka na miarę. A kto naprawdę wybrał? No cóż - dobre pytanie mój drogi Watsonie…

 

Gdzieś tam, na dalekim horyzoncie zdarzeń, pojawia się skromny dworzanin, może wysłannik tych którzy uważnie obserwują Historię? Niejaki Sura, który łagodnym szeptem komu trzeba, przekazał na uszko co trzeba. Ktoś, naprawdę podejmuje takie a nie inne decyzje. Jak Konklawe w Watykanie. Jak władcy ponadnarodowych korporacji. Jak Komitet Centralny rewolucyjnej partii. Jak pewni, niepozorni signori w górach Calabrii czy innej Sycylii. Nie ma to jak kolegialność … twórcza.

 

Trajan, to wódz nie rzucający się w oczy. Żadna udawana skromność bo długo nie poudajesz. Żadnych marszałkowskich buław, pióropuszy, koron, diademów, generalskich wężyków, błyszczących brylantowych gwiazd i lśniących medali. Chodzi po obozie jak inni. Ubiera się tak samo jak inni. Pamięta: „binokoli, pistolety, krasnyje zwiezdy i niet dołgoj żyzni…”

 

Spróbuj, potencjalny zamachowco, wypatrzeć Cesarza wśród żołnierskiej masy. Nie będzie to wcale takie proste. Taki sam namiot, taka sama strawa, spocony, usmarowany z wysiłku jak inni, rzyga ze zmęczenia podczas forsownych ćwiczeń, zasuwa z buta wespół z innymi legionistami. Współcześnie, jakże jesteśmy dumni, że ziemia w zawrotnym tempie na naszych oczach staje się globalną wioską. Odległości diametralnie się zmniejszyły, ale już wtedy za owych rzymskich cesarzy, ktoś miał przemożne przeczucie że globalizzazione to jest to co tygryski lubią najbardziej.

 

A więc Trajan rządzi i mocno działa. Rządzi, oczywiście nie sam, ale jak to jest przyjęte w zwyczaju, wespół - zespół z pewnymi dyskretnymi, inteligentnymi dżentelmenami. W podręcznikach, znudzeni licealiści przeczytają sobie że Trajan wzniósł przepiękną kolumnę, na Forum Ulpium, gdzie go potem pochowali w szczerozłotej urnie. Podczytają że Hadrian zaprowadził nową modę w Rzymie, stawszy się niejako prekursorem „zarostu na drwala”, a na skalistej północy pewnej dużej wyspy, taki kamienny mur wzniósł, ażeby latające dzikusy w kraciastych, jaskrawych spódniczkach z oszczepami nie napadali.

 

Jakoś nikt za bardzo nie chce wchodzić w szczegóły epoki, bo może na uniwerku do kąta postawią i grantów nie dostaniesz. My też, ograniczeni niektórymi aspektami, za bardzo nie będziemy, kto wie może kiedyś, ale tak przy okazji co nie co sobie a Muzom napiszemy.

 

Imperium rzymskie jak to Imperium – nigdy temu Molochowi dosyć, zawsze pozostaje nienasycone. Pamiętamy, Rzymianie łupią na potęgę. Czasami muszą tak robić, a czasami z kaprysu lubieją nie wyjść z wprawy i połupić ot tak sobie dla sportu, ambicji, podtrzymania czerstwej kondycji.Wszelako, trzeba zarządzać Imperium. Mimo, że kiedyś jak każde imperium i to czeka nieuchronny koniec. Nic nie może przecież wiecznie trwać. Lecz powróćmy do konkretnej chwili. Hic et nunc jak rzekł poeta.

 

Cesarstwo czeka kolosalny, niespotykany skok do przodu, gwarantujący lata istnienia a może nawet prosperity. Co należy w pierwszej kolejności zapewnić? Wiadomo: jedzenie, coś na ząb! Na głodniaka daleko nie pociągniesz. Potem milutkie ciepło w zimne, deszczowe wieczory. Industria odzieżowa musi się też rozwinąć że hej! Wszak trzeba się w końcu porządnie ubrać i jakoś wyglądać na mieście. Nasi dzielni wojacy – legioniści bez dwóch zdań, muszą się przyzwoicie prezentować. Ba, trzeba rozpieszczać poddanych, żeby nie byli podatni na wraże podszepty wrogów, by w międzyczasie, nie wpadł im do głowy żaden pomysł demokratycznych protestów, kiedy my będziemy daleko na froncie. Może warto byłoby użyć na jesienne chłody, aby poddanym było rozkosznie ciepło w tych termach i przy kominku, tego dziwnego kamienia, który się w dodatku pali i to całkiem długo. Wszak, trzeba oszczędzać, wrzucisz polano i raz dwa po szczapie, drewnem nie napalisz. Zresztą kochamy ekologię leśną i popieramy zrównoważony rozwój, bo gdzie będziemy polowali na nasze dziki i jelenie. No i coś do przekąszenia. Pokarm, przynajmniej w aspekcie podstawowym, gwarantujący funkcje życiowe to zboże. A jak zboże to cenny, kluczowy Egipt. Ale i pozostała reszta. Logistyka działa na tip top. Wyasygnowano nie wiadomo na razie skąd potrzebne kwoty. Co do potrzeb żywnościowych, właściwie to siejemy i zbieramy gdzie się tylko da. Na każdym skrawku nadającej się do tego ziemi. Wypasamy liczne trzody. Wszak nasi dzielni legioniści uwielbiają pieczyste. Nie ma to jak solidna, soczysta porcja bistecca alla fiorentina!

 

Dlatego, ktoś kogoś postawił aby sprawował właściwą kontrolę i odpowiednio ukierunkował to zbożowe złote runo. Na potrzebę chwili, mogą to być zdolni chłopcy o siermiężnej nazwie – frumentarii czyli zbożownicy bądź zbożowcy. Goście, którzy należycie dopilnują żywnościowo -zbożowy biznes, z całą otoczką obsługi tego strategicznego surowca. Byli też inni, napomkniemy o carbonarii: węglowcy – węglarze ( nie mylić z gostkami w czerwonych koszulach lub portkach od Garibaldiego bo to już bliższe nam Ottocento – ‘1800 – Risorgimento ) - są również aurarii.

 

Obsługa wszystkich strategicznych surowców jest traktowana niezwykle poważnie. Nie trzeba za głośno mówić o co tak naprawdę chodzi w tym interesie. Panowie administrujący i siedzący w tym biznesie też mieli swoje sekretne nazwy. Wiadome wymieniliśmy powyżej. Mogły być jeszcze inne. Akurat to są tylko nazwy, zresztą najmniej istotne. Liczy się skuteczność. A skuteczność sięgała niebotycznych rozmiarów.

 

Nie ma i nie było żadnej niewidzialnej ręki wolnego rynku. Niech nieroztropne liberały i inne opętane oszołomy, wielbiące karygodne złudzenia, nie wprowadzają zamieszania. Grzeszą i jest to grzech śmiertelny! Na pohybel im w niecnym zwodzeniu niewinnej młodzieży. O ile nie jest to zamęt umysłów zaplanowany...

 

Jak wiadomo aby względnie żyć a jeszcze prowadzić wojny są potrzebne tylko i aż „tylko” - trzy rzeczy. Pieniądze. Pieniądze. I jeszcze raz pieniądze. Właśnie tym jakże nęcącym aspektem mocno zainteresowana jest rzymska soldateska. W owych antycznych czasach, troszkę jeszcze się krygowano, że nie można czesać bez ograniczeń obywateli. Jakoś tak się składa że tu niedaleko jest takie fajne, ciepłe, złotonośne Eldorado wokół Siedmiogrodu. Ale o tym oprócz w SN silenzio assoluto

 

A zresztą, co tam! Grzechem byłoby o tym nie wspomnieć - słoneczna Dacja to ekscytująco interesujące miejsce aż do Średniowiecza. Wtedy, to ho ho i jeszcze bardziej się działo. Ale i teraz, za Trajanów, Hadrianów również nie możemy narzekać na nudę…

 

No więc, jak inni jegomoście, w mniej lub bardziej szarych opończach, o takim numerze, który chce im odwalić zielona, konkurencyjna służba się dowiedzieli . To dalej – w trymiga zaczęli posyłać Dakom tak dla przykładu, doświadczonych rzymskich contraktorów, aby przeszkolili zadunajskich barbarzyńców. Wszak trzeba zadbać o parytet wyrównywania szans! Jak taka akcja, to odpowiednia reakcja. Zresztą czyż nie można zarobić na obu stronach konfliktu? Bussines is usual! Z miejsca aktywowano pewnych „rzemieślników”, którzy wykonywali specyficznie rzemieślnicze prace na terytorium dackim, hen już od czasów Domicjana. Jak zaś długowłosi barbarzyńcy, podtrenowali meandry rzymskiej strategii i taktyki pod czujnym i wymagającym okiem swych nadtybrzańskich instruktorów, to tylko można obstawiać aby wygrał najlepszy.

 

Acha, byłbym zapomniał, otóż, coś takiego jak reinkarnacja cieszyło się nieoczekiwanym wzięciem, szczególnie wśród dackich wojowników. Jakie znaczenie ma reinkarnacja na potrzeby naszej opowieści? Nie do przecenienia piękne Panie i szanowni Panowie. Dużo by mogli nam powiedzieć, gdyby rzecz jasna mogli o pewnych niuansach i meandrach metafizycznej podgotowki, operatorzy z wywiadu kapłańsko – religijnego, ze szczególnym uwzględnieniem sekcji psychologicznej. Reinkarnacja, to wprost wymarzone narzędzie, aby z takiego wojownika dackiego i nie tylko – stworzyć, po odpowiedniej, wszechstronnej obróbce psychomentalnej, przeodważnego gościa, który nie będzie potrzebował żadnych tarcz, zasłon czy kamizelek kuloodpornych i w ataku szału, ostrym sprintem pobiegnie z kipiącą w żyłach adrenaliną na limesy rzymskie. W takim stanie ducha i ciała będzie mu najzwyczajniej wszystko egzystencjalnie zwisało bo i tak wie, że jeszcze nie raz tu wróci. Będącym w katakumbach, zakonspirowanym chrześcijańskim aprendystom ars secretum, nie umknęło bynajmniej owe niebezpieczeństwo dla postępującej religii przyszłości…

 

No więc, nie można cały czas trenować i trenować, nawet jeżeli instruktorzy to najlepsi z najlepszych. Trzeba sprawdzić się w ogniu walki. No to hajda: kęsim kęsim na innych nadtybrzańskich - tych o nazbyt rzymskim, złym mzimu. To dopiero niewinna przystawka. W przyszłości takie kompleksowe akcje będą nosiły nazwę Wędrówki Ludów, co to pociągną na zachód w przeczuciu że jakiś tajemniczy Gargamel dobiera się do nich od tych mitycznych stepów. Oczywiście dla niepoznaki nie za bardzo umieszcza się przymiotnik zbrojny, dla określenia takich wycieczek. No i rzecz jasna, kompletnym milczeniem pomija się elokwentnych akwizytorów, nowatorskich pomysłów turystycznych, którzy posiedli nadzwyczajny dar perswazji, skłaniający odzianych w skóry barbarzyńców do poznawania nowych miejsc w Europie.

 

Dakowie, mimo odległości są w nadzwyczaj ścisłych i przyjaznych związkach… A z kim chciałoby się zapytać? No, proszę zgadnąć? Tak! Właśnie tak – z Partami! Wiadomo: złoto ciągnie do złota. W tym wypadku ani odległości nie są przeszkodą, ani brak wypasionych rzymskich dróg. Jak ktoś chce i trzeba, to się wszędzie pojedzie i dojedzie – zaskakująco szybko. Na nic zdadzą się psychologiczne zagrywki „życzliwych” pod Trajana – pachnące liściki i szeptane wiadomości – „sprzymierzeńcy twoi radzą Ci abyś zawarł pokój i odszedł”.

 

Nic z tego, kompleks wojskowo - militarny jest nazbyt rozpędzony, za dużo zainwestowano. Pęd ten jest już nie do zatrzymania. Trajan wchodzi w dackie terytorium Decebala, odnosi zwycięskie bitwy. Decebal musi prosić o pokój. Pewne warunki pokoju są dosyć ciekawe. Prymitywni barbarzyńcy mają wydać broń i machiny wojenne, tudzież rzemieślników którzy je wyrabiali, stworzyli i wszystkich zbiegów. Mają nie przyjmować na służbę nikogo kto się urodził pod panowaniem rzymskim. Mają zburzyć warownie, a co najciekawsze – taka wisienka na torcie… Dacja musi mieć takich samych przyjaciół i nieprzyjaciół co Rzym. „Kampania Dacka” przypomina jakoś tak trochę „Pustynną Burzę”. Szybkie wejście Rzymian, to amerykańskie oswobodzenie Kuwejtu. Decebal to taki antyczny Saddam Husajn. Pierwsze podejście to lata 101-102 naszej ery. Potem przerwa. No i drugie podejście lata 105-106, tym razem ostateczne. Budujemy mosty na Dunaju, (znamy nazwisko genialnego inżyniera, Apollodora z Damaszku), przechodzimy, idziemy zachłystując się upojnym hurra, jak Radzieccy na Berlin, i niestety Decebal musi jak wielu przed nim strzelić samobója. Kopalnie i rudy złota w ręku Rzymian. Zdobyto parę milionów funtów złota i srebra. Mówi się o 5 milionach funtów złota i 10 milionach funtów srebra. Funt to tak około pół kilograma. Odpalmy androidy. Ile dziś z rana na giełdzie, kosztuje uncja, gram, kilogram, tona, cennego żółtego kruszcu? Sprawdźmy… Niewiarygodne, aż trudno uwierzyć…

No trochę tego złota jest. Zagospodarujemy to. Trzeba byłoby jeszcze terytorium zabezpieczyć, swojskim żywiołem. Istna rzeka luda, potomków Romulusów tam się usadowiła. Kiedyś nazwiemy to Rumunią.

 

Zobaczyliśmy i wiemy jakie więzy łączyły Daków z Partami, dlatego też kiedy my tutaj odnosimy wiekopomne zwycięstwa, nie zapomnijmy aby część złocistego kruszcu przeznaczyć na kieszonkowe blonden Germanów, aby broń Boże nie chciało się im przekraczać Renu. Trzeba nadto sypnąć trochę keszu, tym - jak ich zwą? No tym… innym płowowłosym gościom zakarpackim o szczerych twarzach, takim tam, hen na północy. Z chęcią kupujemy od nich ich śliczniutki bursztyn, jak się wkurzą też mogą być niebezpieczni, sypmy grosiwem, żeby nie chciało się im nic kombinować. Trzeba też wziąć pod uwagę chwilową neutralizację naszych konkurentów od tajnych, mniej widnych, dwupłciowych służb wszelakich. Krwawa konkurencja konkurencją, brytany żrą się pod dywanem ale musimy zyskać troszkę czasu bo będzie bida tego Panie…

 

Imperium Partów. Enigmatyczne, tajemnicze. Mrok niewiedzy spowija tę mityczną krainę. A Rzymianie jak ta głupia ćma lecąca bezmyślnie do ognia nie wiadomo po co tak daleko się wyprawiają. Nie powie nam miła, elegancka Pani od historii czy podobnej wiedzy jakoby społecznej, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. Ba, nie powiedzą nam nawet tego wprost i nie wytłumaczą w sposób jasny, przejrzysty, zrozumiały – mądre profy nadzwyczajnie habilitowane i inni, bo nie za bardzo pasuje do znanego pejzażu? Za to uraczą nas przesunięciem melodycznych akcentów: poetycznymi, ckliwymi opowiastkami jak to twardy Trajan rzewnie płakał niczym osesek nad brzegami Eufratu że nie może dorównać Aleksandrowi Macedońskiemu w wielkości i tym podobne płaczliwe, emocjonalne ballady dla ufnych, niezepsutych ministrantów i ministrantek.

 

Partowie, posiadali nadzwyczaj dogodne położenie geopolityczne, i potrafili to na maksa wykorzystać. I stąd ta zazdrość niewyobrażalna o takie cudowne położenie. Tak jak w anty włoskim, krytycznym dowcipie: Bóg stworzył Italię i widział że jest przepiękna, ale żeby nie było za dobrze to stworzył dodatkowo Włochów. (Un giorno Dio creò Italia e vide che era davvero bella, per questo creò ancora Italiani)

 

My tu sobie grzecznie gaworzymy o Rzymie i innych nacjach. Lecz proszę Państwa, na potrzeby tej opowiastki podkreślmy iż: pulsujący, istotny nerw życiowego handlu na przestrzeni wieków to oś na Wschód. Stąd, skuteczne kontrdziałania, niweczące próby przedarcia się na ten kierunek.

 

Wracając do naszej opowieści, Partowie to wszechpotężny handel! Wymiana towarowa i lukratywne pośrednictwo… A jak wszechpotężny handel to oczywiście jak najbardziej macie rację, widzimy oczami wyobraźni te gigantyczne bogactwa, mnóstwo skumulowanego złotego kruszcu i nie tylko. Kto by tam wspominał o innych, drogocennych, lśniących świecidełkach i błyszczących kamyczkach - nieodłącznie związanych z wymianą towarów z bliższym, dalszym i całkiem dalekim, bajecznym Wschodem.

 

Hmmm, dobrze byłoby tam wejść, myślano nad Tybrem. Dlatego z takim błyskiem w oczach, wielu spoglądało w kierunku tam gdzie wschodzi słońce. „Podróż na Wschód – przygotowałem wczoraj” wyskandował zespół Armia w czasach punkowej rewolucji…

 

Nasi generałowie, sztabowcy, logistycy, oraz chłopaki i dziewczyny od wywiedzenia się ciekawych rzeczy, w cichości i skrzętności ducha, trochę dłużej niż wczoraj musieli precyzyjnie i wszechstronnie zaplanować jak dobrać się do tego partyjskiego Sezamu. Armenia odgrywa strategiczną i delikatną rolę. Mała Armenia lawirowała pomiędzy potężnymi graczami: raz z Rzymianami, raz z Partami. Raz król armeński Tyrydat jest za Rzymianami, a raz Eksedar liże tyłek i przypochlebia się Partom. Nic to, pokażemy komu należy się szacunek. Roma Roma yeah!

 

Idzie się na Wschód! Lecimy przez Arabię Skalistą – Jordanię, Mezopotamię do Zatoki Perskiej... Płonie, płonie Babilon i co się dzieje? No, jakby tu powiedzieć żeby nie skłamać… Mocno chcielibyśmy do przodu. Chciałaby nasza dusza do raju…

Stop! Za bardzo nie możemy. A dlaczegóż? A dlategóż kochanieńki Czytelniku, bo znowu się wtrącił nieoczekiwany przypadek! Żeby nie było za dobrze, to zdaje się ktoś podłożył brzydką świnię i za plecami wybucha insurekcja. Jakżeby inaczej, najlepiej wykorzystać do przetasowania kart, krnąbrnych, oryginalnych monoteistów - Izraelitów – czyli znowu ktoś z nimi porozmawiał w należytej oprawie z popitką i zakąską w tych pieczarach Qumran czy nad jeziorem Galilejskim i postraszył pogadanką o szkodliwości obrzezania i jedyności Jahwe w świecie deistycznych różnorodności.

 

Niestety, zapłaczmy wespół z Trajanem, lecz trzeba wracać. Nie zdążył wrócić. W Selinus w Azji Mniejszej zachorował, poczuł się źle. Są sprzeczne relacje na temat śmierci Trajana. A to że niespodziewanie strzelił go ictus w głowę, a to że ostra biegunka wykończyła. Chciałbym mieć dostęp do ostatnich ordinazioni z menù hiszpańskiego Cesarza. Mam takie wrażenie, że jak nie wylew był wystarczający do zejścia z tego łez padołu, to załatwmy go mówiąc kolokwialnie sraczką. Albo odwrotnie.

 

Co poniektórzy nie byli tak do końca usatysfakcjonowani poczynaniami Trajana. Nie udało się osiągnąć prawdziwych, istotnych założeń strategicznych, nie udało się wyrąbać trwałego korytarza na Wschód. To zmienia postać rzeczy. Jeżeli Trajan rozumiał co się dzieje, to zdał sobie sprawę że Rzym musi się skończyć w tej formule w jakiej był dotychczas. Co będzie dalej? Pewną przesłanką jest, że w stosunku do oskarżania chrześcijan, zaprzestano wykorzystywać uprzejme anonimy w rodzaju poniższego:

 

Z głęboką synowską troską, czcią i oddaniem - zawiadamiam Waszą Cesarską Mość że niejaki Marcus, ten obrzydliwie bogaty, dynamiczny, odnoszący spektakularne sukcesy, rzutki przedsiębiorca, jest groźnym członkiem sekty nazarejczyków!!! To okropne, ale takich biznesów jest coraz więcej. Całe bractwa kupieckie ulegają temu antypaństwowemu zabobonowi. Powyższy łajdus, oddaje bezzwrotnie olbrzymią kasę na ubogich nieudaczników i inne niedorajdy życiowe, a wieczorem w wiadomych katakumbach popełnia niecne obrzydliwości w imię „braterskiej miłości” ze wszystkimi. Ponadto słyszałem iż z takimi jak on sam, kanibalizują się w tych pieczarach, jedząc ciało jakiegoś Chrystusa czy jakoś tak. Co gorsza Szanowna Tajna Policjo, te plugawe wampiry ludzkie, piją krew wyżej wymienionego. I robią tak tydzień w tydzień. Daje to im podobno niewyobrażalne siły. Marcus Potvorus wybudował z własnych środków, nowoczesny, prywatny szpital, nazywając go żesz kurna mać, Oazą Miłosierdzia. Leczy tam za friko całe chmary chorych i zniedołężniałych, sieroty i wdowy. Ja cię kręcę, chyba nikt o zdrowych zmysłach nie bierze tego na serio. Kto tak robi?! A wsadzić na barki to tałatajstwo i potopić dla przykładu chociażby w naszym Tyrreńskim, żeby śladu po nich nie pozostało. Nasze poczucie wysmakowanego piękna i szczęśliwości nie może znieść tego zaśmiecającego krajobrazu wszelkiej maści menelików i podobnych śmierdzących bumów. Obszerna posiadłość tego antypaństwowca, sprośnego Marcusa jest całkiem niedaleko mojej skromnej działeczki, tak więc myślę że spełniając mój obowiązek jako sumiennego, prawdomównego, krystalicznie uczciwego, szczerego, porządnego obywatela - poprzez ten pełen troski list do Waszej Cesarskiej Mości mogę liczyć na rekompensatę do patriotycznego, obywatelskiego zaopiekowania się majętnością Marcusa. Padam do nóżek Waszej Cesarskości, gorąco pozdrawiam. Kochający do grobowej deski Miłościwie nam Panującego. Przesyła pozdrowienia. Zatroskany anonim – Delatorus bliski somsiad zza płota.

 

Tak więc takie, podobne i lepsze anonimy, po przeczytaniu, zrobieniu notatki operacyjnej, a nuż się kiedyś przyda, w tej chwili, nie nadawano im dalszego trybu postępowania i w większości szły do kosza.

 

No trudno, trzeba po konsultacjach przejść do planu B. Nasza bliska znajoma, żona Trajana - Plotyna, bardzo lubi niejakiego Hadriana. No więc, Trajan stygnie, i trochę z poślizgiem ogłasza się następstwo Hadriana. Hadrian spokojny człowiek. Lubi podróże, staranne pielęgnacje brody, kąpiele, ponadto uwielbia specyficzne, długie masaże, najlepiej z daleko idącym zaangażowaniem, wykonywane przez podpakowanych greckich młodzieńców i innych efebów. Kocha poezje, marmurowe posągi, literaturę, ogólnie kochał się w całej Helladzie a nade wszystko kochał spokój aby móc dokonywać melancholijnych refleksji. Zresztą, spokój czy lepiej czas na przeczekanie co będzie, jest ze wszech miar pożądany. Trzeba troszkę odpocząć. A jak nasz człowiek pod żyrandolem zacznie za mocno brykać, to się z nim we właściwym momencie zrobi należyty porządek. Próbowało się dotrzeć do tych mitycznych bogactw Wschodu, no cóż… sorry… nie wyszło, nie pierwszy i nie ostatni raz. Dużo się zawojowało, nie tyle co by się chciało ale i tak jest całkiem nieźle.

 

Dużo zainwestowano. Dużo zdobyto, ale Panie i Panowie, rozwój handlu, bogacenia się, potrzebuje spokoju. Powalczyliśmy i dobra. Oddajmy głos kolegom z cywilnego, niech oni teraz popracują na swoją pensję. Roboty administracyjnej jest od groma.

 

Dokonuje się wręcz niesłychanej wolty - to co zdobyliśmy, ot tak sobie oddamy, co nam po tych zwycięstwach Trajana. Wyprowadzamy wojska z kraju Partów i z podbitych terenów.

 

Na dłuższą metę, to się nie może dobrze skończyć. Nasuwa się analogia z dziejami naszej nieszczęśliwej Ojczyzny. Odzyskano niepodległość. Dogoniono bolszewika. Dzielni, chwaccy ułani lance w dłoń! Ręka z biało - czerwonym proporczykiem wzniesiona do zadania ostatecznego ciosu. Ale… nie dobija się osikowym kołkiem czerwonoarmiejca. Trockistowski bolszewik zipie, no to w Traktacie ryskim, ubóstwiany Pan Piłsudski z de facto milczącą aprobatą „nieprzejednanego antagonisty” Pana Dmowskiego, oddają na wyrżnięcie polski żywioł. Nieprzeliczone masy Polaków wszystkich stanów: w tym bogatej, skrzętnej, gospodarnej, kresowej szlachty zagrodowej terytoriów I Rzeczypospolitej - od Mińszczyzny po Dniepr zostają w granicach Sowietów. Kiedy gospodin Stalin uporał się ze wszelkimi: prawicowymi, lewicowymi, czy też centrowymi odchyleniami, a nawet z czerwonym militaryzmem (sic!) to zaangażował sumiennych, biurokratycznych towarzyszy by odpowiednio potraktować naszych Rodaków. Ale lepiej nie eksponować konsekwencji postawy towarzysza Ziuka, lepiej o tym nie mówić dziatwie w szkole o milionowych deportacjach w arktyczne rejony i bielejących kościach naszych krajanów na stepach czy w syberyjskiej zmarzlinie, bo co by się stało z sakralnymi pomnikami wspaniałego Marszałka. Rżnącemu głupa, Panu Romanowi - też by się dostało…

 

Rozwijajmy więc narracje o żołnierzach wyklętych… Łupaszka, Łupaszka, Łupaszka maja… Stawiajmy pomniki. Zresztą tzw. polityka pomnikowa jest nieludzko makabryczna. Weźmy przykład Wielkiego Rodaka. Jest przeogromna dokumentacja pontyfikatu Polaka Wszechczasów. Jest mnóstwo zatrzymanych w kadrze, pięknych, podniosłych, wzruszających chwil z życia JP 2. Wspaniałe zdjęcia. Niezapomniana ekspresja na szlachetnej twarzy Papieża. Za to pomniki Jana Pawła II to jakieś boschowskie, koszmarne orrendum! Ma się wrażenie jakiegoś zorganizowanego, pseudoartystycznego sabotażu. Jakiejś zapiekłej, potwornej zemsty inspiratorów i podwykonawców w stylu samogonnego Mefisto, skoro wprost nie można zanegować roli Słowiańskiego Papieża to stawiajmy pokraczną brzydotę. Broń Boże, żadnego odnośnika do ucieleśnionego piękna rzeźby antycznej.

 

Czy doczekamy się czasów: pięknych, harmonijnych, estetycznych pomników, chociażby wielkiego Stefana Batorego, bystrym spojrzeniem spoglądającego na Narwę i Psków? Czy też Andrzeja Boboli, błogosławiącego swym jezuickim, misyjnym krzyżem, wschodnie rubieża czekającej Rzeczypospolitej? Pewnym pocieszeniem jest iż na kartach Księgi Życia, Pan Zastępów rzekł sam o sobie że nie ma dla Niego nic trudnego czy niemożliwego. Zastanawiam się jak przekonać Najwyższego aby nam troszeczkę dopomógł?

 

Ale ad rem... Wracamy do rzymskiego Antyku. Hadrian panował dosyć długo od 117 do 138 czyli 21 lat. Lecz ów złudny, hadriański, iluzoryczny spokój zwany eufemistycznie: skracaniem frontu, że niby za duże państwo, za dużo tego, na początku panowania nie podobał się niektórym myślącym Senatorom. Więc, trzeba szybciutko ich stracić, a na głosy oburzenia, ze spokojną miną stwierdzić że to nie on, to jacyś pochlebcy, nadgorliwcy. Przeciw radykalnym restrykcjom jest on zdecydowanie przeciw.

 

Jakoś trzeba odreagować ten stres towarzyszący sprawowaniu władzy, należy dużo podróżować, dużo spacerować, niby nadzorować co się dzieje, budować wały i mury, najlepiej gdzieś daleko. Budowlańcy, a właściwie pewne wyselekcjonowane ekipy budowlane, sporo zarobiły na przeróżnych pracach budowlanych. Miliony rąk, tysiące rąk (budowlańców) a serce bije jedno! Robota wre dzień i noc. Tworzy się Panteon, Świątynię Wenery, most Hadriana czyli most Aniołów, Mauzoleum Hadriana, czyli dzisiejszy Zamek papieski Świętego Anioła – Castel Sant’Angelo i wiele, wiele innych rzeczy.

 

Hadrian w międzyczasie z zapałem kontempluje otaczający pejzaż. Czemu nie zachłysnąć się upajającym pięknem boskiej Hellady i jej mieszkańcami? Owa bezkrytyczna fascynacja nie mogła ujść uwadze kogo trzeba. Tak więc, kiedy młodziutki Antinous w zwiewnej tunice, poruszając zmysłowo biodrami i nie tylko, przechadzał się niby przypadkiem po nadmorskiej promenadzie, rozmarzonym spojrzeniem patrząc na lazurowe morze, lubieżne spojrzenie cesarskie i piekąca zmysły chuć Hadriana od razu wychwyciło taki towar. I gruchali niby te gołąbeczki przez kolejne lata. Żona Sabina nie mogła być gorsza i wzięła se do sypialni hożą dziewuchę Julię Balbillę, wszak do tańca trzeba dwojga, było to takie cesarskie małżeństwo kochających inaczej. Ale jak już wielokroć napisano, w naszych ulotnych, niedoskonałych esejach - nic nie może przecież wiecznie trwać. Najpierw umiera niespodzianie Sabina. Potem zaś zmysłowy Antinous. Co do śmierci Antinousa są sprzeczne informacje, ale wiadomo że specjalna sekcja rozsiewa różnorodne plotki. A to że płynęli Nilem i wypadł za burtę, a to że pływał i utonął, a to że ratował kogoś i sam poszedł na dno, a to że został poświęcony w jakiś dziwnych, ezoterycznych misteriach, a to popełnił samobójstwo, a to że sam ofiarował swą młodość podstarzałemu Hadrianowi, a to a tamto. W każdym razie, śmierć cesarskiego, intymnego przyjaciela, była impulsem do divinizzazione Antinousa, do rozbuchanego boomu budowlano - rzeźbiarskiego. Posągi wytwarzano na potęgę, szło to w setki i tysiące, potężne, duże, małe. Świątynie, świątynki, i sanktuaria, kaplice i kapliczki. Ktoś to wszystko musiał zbudować, z całą infrastrukturą. Firmy rzeźbiarzy, kamieniarzy nieźle się obłowiły, wytworzył się cały sakralny rynek pogańskich dewocjonaliów.

 

No to jak tak nam dobrze idzie, grzechem byłoby nie pójść za ciosem, więc trzeba zlikwidować, a przynajmniej mocno ograniczyć konkurencję. Ma więc miejsce, kolejna, dyskretna pielgrzymka, nierzucających się w oczy person w szarych opończach i tunikach pod namioty na pustyni Negev czy też do ustronnej tawerny w Hebronie… I mamy powstanie Bar Kochby. Naiwni, młodzi Izraelici, porwani patriotycznym uniesieniem zostali złożeni na ołtarzu wydarzeń. Wchodzą ściągnięte zewsząd legiony rzymskie do Palestyny, następuje sukcesywne divide et impera, kawałka po kawałku terytorium Ziemi Obiecanej. Rzymianie mordują tysiące i tysiące nieprzejednanych, zbędnych. Część ludności deportują do Hiszpanii, część do Afryki Północnej, część sprzedają jako niewolników. Powstańcy, ortodoksi izraelscy, wycinają pasjami chrześcijan bo w międzyczasie Bar Kochba ogłosił się długo oczekiwanym mesjaszem. Żaden chrześcijanin żydowski nie może absolutnie tego akceptować, bo wiadomo że Mesjasz - Jeszua, jest Jeden! Rzymianom w to graj. Każdy tłucze każdego. Robimy porządek, zamiatamy śmieci, no i znajdzie się wreszcie czas że Hadrian może teraz sobie umrzeć. Czas najwyższy, bo co rusz narzekał na różne niedomagania, że nogi mu dziwnie puchną, a lekarze przebąkują coś o gruźlicy czy innych choróbskach, a to znów cesarskie serce daje znać o sobie, a to układ krążenia szwankuje, a to jakieś dziwne cierpienia i bóle towarzyszą, nawet naiwny, parę razy próbował popełnić samobójstwo. Nieskutecznie. Ale, skoro chwilowo porządek został zaprowadzony, to umieraj Hadrianie w tym kurorcie Baje nad Zatoką Neapolitańską na zdrowie. Być może spotkamy się po drugiej stronie tęczy…

 



tagi:

toscano7
12 lipca 2019 07:02
15     1073    9 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Stalagmit @toscano7
12 lipca 2019 08:50

Dziękuję bardzo za kolejny świetny tekst. Pozwoli Pan, że wkleję pod nim kilka ilustracji:

Aureus cesarza Trajana, 98-99 r. po Chr.

Wojny dackie Trajana, mapa

Starcia w czasach wojen dackich, rekonstrukcje

Przeprawa Rzymian przez Dunaj, rekonstrukcja

Przedstawienie wojsk rzymskich z Kolumny Trajana

Rzymska kopalnia złota w Transylwanii

Pozostałości i rekonstrukcja szpitala wojskowego (valetudinarium) w Novae nad Dunajem, wykorzystywanego w czasie wojen dackich

Wojna partyjska Trajana, mapa

Wojownicy państwa Partów

Aureus cesarza Hadriana, 119-123 po Chr.

 

 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @toscano7
12 lipca 2019 08:54

Fantastyczne i brawurowo...

:)) miło dzień  się  zaczyna   :)

.

 

zaloguj się by móc komentować

Nieobyty @toscano7
12 lipca 2019 09:49

Tak tylko do dopowiedzenia - ile lat i komu władcy Dacji placili w Rzymie by tą tłustą kurkę jaki były ich włości Rzym nie podbijał. 

Zmienne wszak bywają koniunktury a raczej plany tych którzy je kontrolują. 

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @toscano7
12 lipca 2019 11:57

Fantastyczne. Te`kopalnie`zlota`w`Dacji  do  dzisiaj  burzą krew  w  Discovery.Co krok  skojarzenia, syntezy,zagadki i porównania.  Kim są dzisiejsi Partowie? 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @toscano7
12 lipca 2019 15:12

Jednym z władców Dacji był Coryllus...rządził bez przerwy przez 40 lat. Nie było ponoć wtedy wojen

zaloguj się by móc komentować

toscano7 @Stalagmit 12 lipca 2019 08:50
12 lipca 2019 15:32

Dziękuję Szanowny Panie Szymonie. Dziękuję również za urozmaicenie mojej notki wspaniałymi ilustracjami. Obraz jest wart tysiąca słów. Życzę Panu twórczych intuicji i inspiracji w pracy nad nową książką.

zaloguj się by móc komentować



toscano7 @pink-panther 12 lipca 2019 11:57
12 lipca 2019 15:40

Dziękuję Pani. No cóż nieoficjalna historia potrafi nieźle zaskoczyć. Kim są dzisiejsi Partowie? Ciężko jest mi postawić jakąś hipotezę, coraz bardziej skłaniam się że historia im starsza tym ciekawsza no i można jakieś malutkie reminiscencje do współczesności wstawić... 

zaloguj się by móc komentować

Aquilamagna @toscano7
12 lipca 2019 21:09

Gdzie są plusy dla Pana?

To jest fantastyczna lektura, marzyłbym, aby tak brzmiały podręczniki szkolne!

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @Aquilamagna 12 lipca 2019 21:09
12 lipca 2019 22:53

aby tak brzmiały podręczniki szkolne!

Ja też.

Jak dzwony !

zaloguj się by móc komentować

toscano7 @Aquilamagna 12 lipca 2019 21:09
13 lipca 2019 07:54

Dziękuję za miłe słowo... No, rzeczywiście ciekawy pomysł na taki podręcznik "nieuczesany" antycznej historii Rzymu...

zaloguj się by móc komentować

toscano7 @Aquilamagna 12 lipca 2019 21:09
13 lipca 2019 07:55

Dziękuję za miłe słowo... No, rzeczywiście ciekawy pomysł na taki podręcznik "nieuczesany" antycznej historii Rzymu...

zaloguj się by móc komentować


Paris @gabriel-maciejewski 12 lipca 2019 15:12
14 lipca 2019 19:24

Czy to stad, m.in. wzial sie Panski blogerski nick  ???

Nie mialabym absolutnie nic przeciw aby Panskie rzady... oczywiscie intelektualne,  trwaly - chociaz - tyle samo lat, a nawet dluzej co Coryllus'a w Dacji... zeby ludzie madrzeli i zeby tez nie bylo wojen.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować